Scholandzka Agencja Prasowa

By informować i aktywizować
[Pomysł] Rozwój miejscowości szlachty Mateusz Walczak 22, lipiec

Scholandzka Szlachta, oprócz podwójnych lub potrójnych głosów, nie ma praktycznie żadnego przywileju. Owszem, powinna być tytułowana wg nazewnictwa zawartego w najstarszym obowiązującym dekrecie Króla Armina Frederika, z dnia 02.10.2002 r. Dekret jest dobry, natomiast brakuje tytułu Kawalera, który został ustalony w myśl nowej Konstytucji. Ale wracając do samego nazewnictwa – takowe istnieje i dobrze, natomiast na LD bardziej elastyczne jest mówienie per Pan czy Pani.

 

W maju zeszłego roku król Armin Frederik w porozumieniu z Siłami Zbrojnymi podjął decyzje o utworzeniu i rozlokowaniu na mapie Scholandii miejscowości, których nazwy pochodzą od nazwisk arystokracji i szlachty scholandzkiej. Miejscowości te były potrzebne do rozlokowania wirtualnych żołnierzy. I tak została opublikowana mapa, która już standardowo nie znalazła miejsca na stronie Scholandii. Na mapie tej widzimy takie miejscowości jak Izdebno, Skyborg, Taurida, Dudlone, Kwiatkostadt czy Drążkiewice. Tamże właśnie zostały rozlokowane różne wojskowe garnizony. Wg mnie jednak utworzenie tych miast nie powinno się ograniczać tylko do rozlokowania garnizonów i formy nagrody.

 

W tytule mowa o pomyśle rozwoju tych miast. Na czym miałaby polegać?

 

Miasta były potrzebne armii, ale przecież równie dobrze można wykorzystać je jako miejscowości wypoczynkowe i świetne miejsce do archiwizacji informacji o danym szlachcicu. Najłatwiej będzie mi operować przykładem moim i „mojego” miasta – Walczakopola, który był pierwszym z nowych miast, jakie doczekały się strony www. Pierwszym i niestety ostatnim.

 

Każdy mógłby więc w pewnym sensie wykupić prawa miejskie razem z mapką podobną do tej z wyglądem każdego miasta (liczba parcel ograniczałaby się do maks. 10) oraz Dworkiem Szlacheckim zamiast Ratusza. Całość trzeba wycenić – oczywiście najdroższy będzie Dworek, który jednak należy wprowadzić do systemu, myślę, że z ceną przynajmniej 3000 arminów, aby ruszyć gospodarkę. Szlachcic kupuje sobie miasto z mapką i dworkiem i ma je na własność. W takim wariancie cena całego miasta musi być dużo – trzeba by to wszystko wyliczyć. Oczywiście nie mówię, ze tak ma być – jest to pomysł, a od pomysłu do jego realizacji projekt ulega najczęściej modyfikacjom. Szlachcic zleca więc wykonanie strony miasta, może i samego dworku. Może umieścić tam swój biogram, jakieś swoje wypowiedzi, ciekawostki. Jednym słowem – skarbnica wiedzy o nim. A co z pozostałymi parcelami? Szlachcic-właściciel ziem mógłby je sprzedawać innym Scholandczykom pod budowę domków letnich (ukłon do mniej zamożnych Scholandczyków). Domki musiałyby być też dodane do systemu, licencja i ikona na mapce – i jedziemy.

 

Po prostu nie chcę, aby miasta szlacheckie nie były tylko pustymi sloganami na potrzeby armii i nagrody dla szlachty. Bo każda nagroda do czegoś zobowiązuje – do poprawianie jeszcze się, do ulepszania. Każdy dostał swoją miejscowość – jeśli ma chęć, niech włoży w nią trochę arminków, które najczęściej i tak leżą bezużyteczne na jego koncie, niech pokaże, że nie jest tylko drążkiewiczowym starogwardzistą, który zupełnie się wypalił. To przecież właśnie D. Drążkiewicza jako pierwszy otwarcie zwrócił uwagę na problem lenistwa w wyższych sferach.

 

Teraz przeanalizujmy plusy i minusy powyższego pomysłu. Wśród plusów niewątpliwe pobudzenie szlachciców do działań jakichkolwiek. Ponadto na zdrowie gospodarki wpłynie wtłoczenie do niej niemałych sum arminów, które przecież zostaną wpłacone do Skarbu państwa, a stąd będą mogły iść np. na nowe inicjatywy i pracę Ministerstw. Kolejnym plusem będzie fakt, że pojawią się nowe strony, nowe budynki (dworki, domki letnie), a także urealnienie takiego stanu rzeczy. Przykładowo, Król, chcąc wyjechać na urlop, zmienia zameldowanie z Zamku Królewskiego na Dworek w Drążkiewicach, gdzie nie musi się martwić o żywienie (tutaj myślałem o możliwości opłacenia jedzenia w jakiejś restauracji na czas urlopu).  Tak samo Premier - będzie mógł wybyć podczas urlopu ze swojego wirtualnego domku w Scholopolis na rzecz wirtualnego pobytu w Gmurowie, gdy on sam, realnie, będzie leżał na całkiem realnym piasku, opalając się w promieniach słońca.

Minus zauważam jeden, ale jest on tak dobitny, że przebija wszystkie plusy przynajmniej dwukrotnie - brak wykonawców. Trudno dziś o wykonanie ikonki i to jeszcze dwóch. Obawiam się, że wersja przedstawiona przeze mnie (możliwość spędzania urlopów w miastach szlacheckich bez martwienia się o żywienie) jest też chyba nierealna. Być może jakieś modyfikacje pomogą to zmienić. No i cóż, czy znajdą się webmasterowie, którzy wykonaliby strony szlacheckie? Szczerze w to wątpię. A nawet jeśli, to będą na słabym pułapie.

 Zapraszam doi dyskusji. Pomysł jest dobry, realizacja nie musi być na już, może przecież poczekać, zresztą, taki projekt (jakby nie patrzeć, na ogólnoscholandzką skalę) wymaga zaangażowania wielu osób - grafików, webmasterów, systemowców no i samych szlachciców, którzy stanowią dobitną większość społeczeństwa. Czy ten projekt się uda? Uda, jeśli każdy, kogo powyżej wymieniłem jaką grupę społeczną, zaangażuje się. Z tym jest ostatnio bardzo trudno, ba, od dłuzszego czasu, ale jakoś moja nadzieja jeszcze nie umarła. A jak wiadomo, ta umiera ostatnia…

 

walc

Wakacyjne chamstwo Mateusz Walczak 8, lipiec

Trwają wakacje - czas wypoczynku, relaksu, oddechu… Każdy z nas, v-światowców, Scholandczyków, chciałby odpocząć - czy to wyjeżdżając z rodziną, czy wybierając się samemu na jakieś wojaże. Nadszedł czas wyjazdów - bliskich, dalekich, a co sie z tym wiążę często odcięcie od Internetu w tym czasie. A przecież, jeśli jedziemy na urlop, to nie na 1-2 dni, ale najczęściej na tydzień, czy nawet dwa, a może i więcej, w zależności od miejsca, długości podróży, etc.

Jednak nie dyskusja nad miejscami wyjazdów Scholandczyków ma być sednem mojego artykułu. Właściwie głównym natchnieniem jest ciekawa dyskusja w Parlamencie.

Zaczęło się od interpelacji Marcina Landeckiego. Poseł LS zadał pytanie Ministrowi Finansów i Gospodarki, Krystianowi Gmurkowi czy i w takim terminie zamierza przedstawić przed parlamentem sprawozdanie budżetowe. MFiG odpowiedział, że zrobi to jak najszybciej, jednak zwrócił uwagę na to, że wg prawa sprawozdanie powinno zostać złożone do 7 dnia miesiąca (czyli do wczoraj) i wspomniał, że o urlopach nic nie wspominają.

I tutaj pojawia się problem. Czy powinniśmy sztywno i twardo trzymac się prawa czy też być człowiekiem i zrozumieć? Co właściwie zrobić w takiej sytuacji? I czy K. Gmurek powinien pobierać pensje?

Oczywiście, tok rozumowania M. Landeckiego wyraża, że nikt nie powinien jeździć na urlopy, bo przecież Scholandia jest ważniejsza od wspólnego rodzinnego wypoczynku, Scholandia jest ważniejsza od reala, wszystko jest przy Scholandii nieważne.

Tak, każdy z nas wchodząc w nasze szeregi musi być świadomy, że bycie Scholandczykiem to niesamowity przywilej, ale niesie też za sobą obowiązki. Przywilej własnej realizacji, poznania innych, porozmawiania, potworzenia. Obowiązki - bo coś trzeba w tej Scholandii robić, a nie tylko jeść i remontować domek.

Scholandia natomiast musi znaleźć sobie miejsce w szeregu pośród realnych obowiązków. Większość Scholandczyków doskonale rozumie, że real jest ważniejszy od wirtuala. Niestety, w mniejszości jest Marcin Landecki, który najchętniej, ratując jak najwięcej pieniędzy z budżetu, odebrałby urlopowiczom pensje, bo “przecież nic nie robią”.

Wchodzimy w tym momencie w istną paranoje - czyli np. realni nauczyciele nie mogą pobierać pensji za miesiące wakacyjne, bo są na urlopach? Nauczyciele mają (przepraszam za dosadne wyrażenie, ale nic bardziej oddającego sytuacje słowa nie znajduję) zdychać w lipcu i sierpniu? Za co mają jeść?

Każdy ma prawo do urlopu realnego, każdy ma prawo do urlopu wirtualnego. Nie możemy obcinać pensji - może być akurat tak, że te osoby mogą przez to umrzeć lub wprowadzić swoją postać w taki stan, że bez kredytów, pożyczek nie da rady wyciągnąć swój stan zdrowotny na prostą.

Oczywiście, nie możemy popaść w szaleństwo - to nonsens, jeśli w ciągu czteromiesięcznej kadencji poseł na urlopie spędza miesiąc. Jednak wg mnie tydzień czy dwa “płatnego” urlopu należą się i nikt nie powinien tego negować. Oczywiście, nikt tego nie negował, oprócz posła - ratownika każdej iwonki. Ciekaw jestem, co jeszcze zrobi w celu zmniejszenia deficytu budżetowego? Może ustali, że każde wejście na stronę Scholandii kosztuje 5 arminów? Dlaczego nie wpadł Pan na to wcześniej, Panie Pośle?

Podsumowując. Panie Pośle Landecki - trochę rozsądku, litości i pokory. Każdy ma prawo do wypoczynku i akurat nie uważam za wielki grzech to, ze Janusz Lis spóźnił się z raportem. Przecież może akurat wypoczywał? Rozumiem, że Pan ma mnóstwo czasu w wakacje, ale nie należy go wykorzystywać do czepiania się wszystkiego, co pobiera z budżetu pieniądze. Są wakacje, każdy wyjeżdża na krócej czy dłużej. I zamiast narzekać na to, ruszyłbym z aktywnością. Zamiast skłądać denne interpelacje - poświęciłbym ten czas na pomysłową inicjatywę. Proszę się zastanowić…

Dwa dni temu minęły dwa miesiące od prezentacji Expose Premiera Janusza Lisa. Po triumfie w wyborach Nowej Demokracji, wprowadzeniu trzech posłów do Parlamentu wielu Scholandczyków liczyło na zmiany, które ND zapowiadała po dojściu do władzy. Janusz Lis – lider ND – wielokrotnie powtarzał, że jeśli w ciągu „dociąganej” kadencji zamiast Dariusza Drązkiewicza (powołanego pod koniec sierpnia na tron Scholandii) udało się zrealizować tak wiele, to podczas pełnej kadencji ND zaprezentuje się dobrze.

 

Nawet przeciwnicy Janusza Lisa, a także opozycyjna Scholandzka Partia Demokratyczna wyrażały opinie, że to może być kadencja wielu zmian na lepsze. Świadczy o tym poparcie expose, expose, które miało przynieść zmiany we wszelkich dziedzinach życia w Scholandii. Rozruszać gospodarkę, pobudzić życie kulturalne w Scholandii, zachęcić ludzi do zamieszkania w Scholandii, poprawić naszą pozycję na arenie międzynarodowej. A jak jest?

 

Jest kiepsko. Okazuje się już dziś, po dwóch miesiącach rządzenia, że rząd ND-PLI nie radzi sobie najlepiej. Dlatego postanowiłem zajrzeć w prace poszczególnych resortów i porównać z obietnicami.

 

Premier

 

Zaczniemy od osoby Premiera. Szef naszego rządu zaczął z impetem - zapowiadało się, że KRS szybko zrealizuje cele, które sobie założyli.

Rozpocznę od expose i od cytatu, który od razu mnie ukuł i to mocno:

 

„Znanym faktem jest to, ze Scholandia znajduje sie w kryzysie. Praktycznie kilka ostatnich expose mogloby rozpoczynac sie tymi slowami. Wszystkie one prezentowaly pewien plan wyjscia z tego kryzysu. Nieczesto jednak udawalo sie zrealizowac chocby polowe przedstawionych pomyslow. Chcialbym, by tym razem bylo inaczej.”

 

Zacznę od tego, że wyrażenie kryzys jest jedynie wyimaginowane przez Janusza Lisa i nieadekwatne do obecnej sytuacji. Oczywiście – nie jest dobrze, ale to nie oznacza automatycznie, że jest tragicznie. Mam bardzo przykre wrażenie, że wymyślenie kryzysu było tylko na potrzebę kampanii i tylko po to, aby stworzyć wzór Janusza Cudotwórcy.

 

Owszem, aktywność w Scholandii jest niezbyt dobra, podobnie jak ilość osób, których brakuje do obsadzenia stanowisk. Ale jest grupa działająca w Scholandii, państwo nie jest zacofane, ma rzeczy, których inni mogą pozazdrościć (kultura na wysokim poziomie, dobra pozycja na arenie międzynarodowej). Obecnym stan nazwałbym zastojem czy po prostu słabszą aktywnością niewielkiej liczby mieszkańców, którą to wartość należy zwiększyć.

 

Warto tu przytoczyć kolejne słowa z expose…:

 

Pierwszym i najwazniejszym obiektem zainteresowania Rzadu bedzie promocja, bez ktorej nasze Krolestwo nie ma zadnych szans na rozwoj. Glownym celem, ktore chcemy osiagnac jest przeniesienie dzialan promocyjnych z Rzadu, na obywateli. Promocja prowadzona przez jedna osobe, ministra promocji, nigdy nie bedzie skuteczna.

 

…i zadać pytanie: Panie Premierze, gdzie ta promocja, która miała być skuteczna? Gdzie jakiekolwiek działania Ministra Promocji, poza skorygowaniem hasła Scholandii? Gdzie system mentorów, który miał pomóc nowym? Gdzie warunki do rozwoju firm nowych mieszkańców? Gdzie reforma edukacji?

MFiG

Jeśli chodzi o ministerstwa, rozpoczniemy od MFiG. Jerzy Mordecki to niewątpliwie ekspert w tej dziedzinie, niestety, nie reformuje on gospodarki tak, jak zakładało expose. Likwidacja parcel z Funduszu Restrukturyzacyjnego, usunięcie biura meldunkowego czy poprawa licencji… te cele nie zostały jeszcze zrealizowane.

 

Żadnym tłumaczeniem nie jest zrzucanie winy na systemowców. Program był układany nie pod kątem kiełbasy wyborczej, ale pod kątem wykonywalnej realizacji projektów. Jak widzimy Rząd bagatelizuje sprawę i zachowuje się nieodpowiedzialnie – najpierw obiecuje, a potem zgania na systemowców.


MSWiA

 

Kolejnym ministerstwem będzie MSWiA. Niestety, Maciej Derby niezbyt energicznie, moim zdaniem, zaczął reformę prowincji. Wprawdzie prefekci są, ale konkurs dla nich na miesiąc marzec został zakończony… wczoraj. Szkoda, że MSWiA działa w takim tempie. Warto tu także wspomnieć inne obietnice niespełnione: usunięcie martwych linków ze strony KSch, zatrudnienie grafika do wykonywania herbów, Katalog stron…

I tutaj też Premier stara się tłumaczyć Ministra. Że Minister zapracowany, że przygotowuje prezentacje. Okej, tylko w takim razie niech ND niezbyt „wysoko stawiamy przed soba poprzeczke”.

Warto też przypomnieć LD MSWiA, powstałą z inicjatywy Krystiana Gmurka, która nie jest aktywna również przez brak Ministra tamże.

 

 Na drugą część artykułu zapraszam jutro.